Balkonik

Balkon, balkonik kiedyś przywodził mi na myśl Julię. Balkon znajdował się niewysoko, na pierwszym piętrze. Kuta poręcz, wijąca się w regularnych wzorach. Donica z bujnymi, słodko pachnącymi kwiatami.  Julia w zwiewnej halce, wychylająca się i wypatrująca Romea.  Srebrzysta tarcza nad jej głową  i wiatr poruszający jej włosy. Balkon należał do Julii.

To było takie naturalne, Julia na balkonie

Zupełnie inny balkon zobaczyłam w jednym pubie w Anglii. Drewniane lekko skręcające się schody, dwa wielkie grube filary i solidna poręcz. Poręcz, którą dotykały tysiące osób. Poręcz chropowata i czasem lekko klejąca od wychlapanego piwa. Balkon, a raczej balkonik mieścił trzy małe stoliki. Przy każdym stoliku stały cztery krzesła. Oczywiście wszystko drewniane. Na dole po prawej stronie wielkiej sali mieścił się  bar. Za barem właściciel wycierał idealnie czyste szklanki, nieskazitelnie białą ściereczką. Prawdopodobnie córka właściciela, dziewczyna może piętnastoletnia nalewała gościom piwo do kufli. Jej włosy splecione w dwa warkocze przywodziły na mi myśl, dwie pochodnie.

Każdy kto wchodził do baru witany był po imieniu. Pierwszy raz, kiedy tam się znalazłam miałam wrażenie, że jestem bacznie obserwowana.  Barman był bezpośredni. Skąd jestem, co tu robię, jak ma na imię moje dziecko i kot. Pytania zadawał lekko i nie czułam w nich wścibstwa. Ot, ciekawość nowego gościa. Cud, że o lata mnie nie zapytał. Łamaną angielszczyzną opowiedziałam o sobie. Usiadłam niedaleko baru i po jakimś czasie dołączyła do mnie koleżanka, która wyjechała z kraju kilka lat wcześniej. Oczywiście, jak tylko weszła do pubu została przywitana po imieniu. Kiedy ponownie weszłam do tego  pubu, od razu usłyszałam swoje imię, lekko zmiękczone. Polubiłam to miejsce. Barmana i jego córkę.

I Katelyn

Katelyn miała z osiemdziesiąt lat. Codziennie wieczorem przychodziła na jedno małe jasne. W soboty i niedziele pijała whisky. Rozmawiała z barmanem. Przytulała rudą córkę barmana i wspinała się na balkonik. Powoli. Schodek po schodku. Siadała zawsze przy środkowym stoliku, tak by widzieć całą salę. Nigdy długo nie siedziała sama. Zaraz ktoś z gości, młodszy czy starszy, kobieta bądź mężczyzna, podchodził i zaczynali rozmawiać. Katelyn była świetną gawędziarką i na dodatek miała poczucie humoru. Jej rozmówcy co chwilę wybuchali śmiechem.

Pewnej soboty i ja usiadłam przy Katelyn. Nie rozumiałam wiele, mało mówiłam, ale dogadałyśmy się. Jak to w sobotę pub był pełny. Brakowało miejsca i na balkon przyszła grupa młodych ludzi. Nie minęło pięć minut jak wszyscy siedzieli wokół Katelyn i co chwilę rechotali, trzymając się za brzuchy. A ja, śmiałam się z nimi, często połowy rzeczy nie rozumiejąc. Katelyn trajkotała jak nastolatka.

Zaczęłyśmy spotykać się na tym balkoniku co sobotę. I Katelyn i ja przychodziłyśmy wcześniej by pouczyć się wspólnie angielskiego. Katelyn przez wiele lat była nauczycielką matematyki.  Uwielbiałam te nasze spotkania. Dzięki Katelyn coraz lepiej mówiłam po angielsku.

Mieszkałam już z rok w Anglii, kiedy w pewną sobotę Katelyn nie pojawiła się w pubie. Siedziałam na balkonie i cały czas wpatrywałam się w drzwi. Wychodząc zaniepokojona zapytałam córkę barmana o Katelyn. Odpowiedziała, że również jest zdziwiona, brakiem Katelyn na balkoniku. Wczoraj była jak zwykle. Z samego rana do niej zadzwoni.

W następną sobotę przyszłam dużo wcześniej. Barman od razu powiedział, żebym się nie denerwowała, bo moja weekendowa przyjaciółka miała wypadek, ale nie poważny! Dziś przyjdzie! Już doszła do siebie! Choć podobno ma trudności z poruszaniem się. I przyszła.

Najpierw otworzyły się drzwi. Usłyszałam skrzypienie. To chyba nie naoliwione kółka tak skrzypią. Zobaczyłam  balkonik. Jedna noga Katelyn, potem druga. Złączyłje razem i popchnęła balkonik głębiej do pubu. Znów jedna noga i druga. Skrzyp kółek i krok głębiej do pubu. Podeszła do schodów i popatrzyła w górę. Poderwałam się do niej. Oprócz mnie poderwało się kilku gości.  Smutek w jej oczach był nie do ukrycia. Jeden ze stałych gości, potężny mężczyzna złapał drobną Katelyn w ramiona. Wycisnął na jej policzku buziaka i wniósł na balkon. Rozległy się gromkie brawa.

I tak zostało. Kiedy tylko Katelyn pojawiała się w pubie, któryś z mężczyzn na rękach wnosił ją na balkonik. Ktoś przynosił jej piwo, dziewczyna o płomiennych włosach wbiegała ze ściereczką by wytrzeć stolik, choć wiadome było, że chce Katelyn przytulić. W kilka minut grupa ludzi otaczała Katelyn, a Katelyn opowiadała. Snuła opowieści o swoim życiu, życiu ludzi, których kiedyś znała. Opowieści dzięki którym czasem trzeba było ukradkiem ocierać łzę, a czasem śmiać się tak, że powietrza brakowało.

Katelyn i jej balkonik

Musiałam wrócić do Polski. Długo ściskałam szczupłe ramiona Katelyn w swoich objęciach.

Teraz kiedy myślę o balkonie, nie widzę bohaterów Szekspira. Widzę pogodną staruszkę posuwającą przed sobą swój balkonik. Widzę ją w ramionach brodatego mężczyzny, niosącego ją na jej ulubione miejsce w pubie, widzę ją ze szklaneczką ulubionej whisky. Widzę młodych ludzi na balkonie, czekających na jej słowa.

Balkonik. I wierna mu Katelyn. To takie naturalne. Katelyn na balkonie.

 

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.