Nigdy nie zabijajcie nadziei!

Dwadzieścia cztery lata to dużo, czy mało? Dużo na tyle, by pragnąć spełniać marzenia. Dużo na tyle, by pochłaniać wiedzę na studiach. Dużo na tyle, by doceniać rodzinę i jej troskę. Dużo na tyle, by docenić drugiego człowieka za to, że po prostu jest. Dużo na tyle, by sycić się do pełna ukochanym. Dużo na tyle by, planować tupot dziecięcych stópek… Dużo na tyle by, wyznaczyć datę ślubu.. Dużo. Jednak za mało by zgodzić się na wyrok śmierci.

Kochała życie. Kochała i ceniła swoje zdrowie. Rutynowe badania robiła z zegarkiem w ręku. Taka wieczna optymistka. Błękitnooki wulkan energii.

– Przyszłam odebrać wyniki badań. Pielęgniarki jakby przycichły, kiedy mnie zobaczyły. Kazały usiąść i poczekać na lekarza. Usłyszałam: rak jajnika. Wszystko jakby zamarło. Cisza trwająca kilkadziesiąt sekund była wiecznością. To chyba wtedy podjęłam decyzję, że chcę i będę żyć.

–  Dobrze, więc co te­raz ro­bimy? – Wyszło z niej jak powietrze z płuc.

Lekarze nie spodziewali się takiej odpowiedzi, tak samo jak ja nie spodziewałam się takiej diagnozy.

Kilka dni później 600km od domu dowiedziałam się, że to rak złośliwy i mam zostać na chemię. Zostałam. Nie bałam się chemii. Bałam się reakcji mamy. Próbowałam ją okłamać. Próbowałam.

Dużo na tyle by doceniać rodzinę i jej troskę

 Ścięła włosy sięgające prawie do pasa po pierwszej chemii. Zdawała sobie sprawę z tego, że w końcu i tak zaczną wypadać.

– Wydawało mi się, że je­stem na to przy­go­to­wana. Nie ba­łam się tego. Myślałam, że nie bę­dzie to dla mnie trau­ma­tyczne, prze­cież od­ro­sną. Nie na wszystko można się przy­go­to­wać, nie można prze­wi­dzieć wła­snych emo­cji. Płakałam. Byłam na sie­bie zła, że wal­czę z ra­kiem a wło­sami się przejmuję.

Studia. Kredyt na naukę. Choroba to duże koszty. Przerwać studia wydawało się najprostszym rozwiązaniem. Jednak koledzy i profesorowie nie pozwolili błękitnookiej na ten krok.

Dużo na tyle, by pochłaniać wiedzę na studiach

Między chemiami wędrowała po swoim małym miasteczku i czuła się jakby w innym filmie. Jakby została sztucznie wkomponowana w krajobraz. Zaczęła szukać osoby z podobną chorobą i w podobnej sytuacji. Chciała porozmawiać, obudzić nadzieję. Niestety takiej osoby nie znalazła. Mimo troskliwej rodziny i ukochanego swobodniej się czuła na oddziale wśród pielęgniarek i lekarzy niż wśród przyjaciół…

Dużo na tyle by docenić drugiego człowieka

Zanim dowiedziała się, że rak znalazł sobie dom w jej ciele wyznaczyła z ukochanym datę ślubu. Uznała za oczywiste by ceremonie odwołać. Przecież była chora. Praktycznie śmiertelnie chora. Mężczyzna, którego kochała nie chciał o tym słyszeć. Zaczęły się przygotowania do ślubu.

Dużo na tyle by, wyznaczyć datę ślubu…

Nie przej­mo­wa­łam się tym jak będę wy­glą­dała na ślu­bie. Suknię wy­bra­łam pierw­szą lep­szą. Wszystko szło do przodu, che­mia za che­mią, wraz z or­ga­ni­zo­wa­niem ślubu, aż do mo­mentu, kiedy po ko­lej­nej te­ra­pii po­wie­dziano mi, że po za­koń­cze­niu cy­klu będę mu­siała przejść ra­dy­kalną ope­ra­cję wy­cię­cia na­rzą­dów rod­nych. Bajka się skoń­czyła. Załamałam się. Nie tak miało być. Wkraczałam prze­cież w do­ro­słe życie. Miałam obok sie­bie wspa­nia­łego fa­ceta, z któ­rym chcia­łam spę­dzić życie. Wydawało mi się wtedy, że je­stem szczę­śliwa. Więc de­spe­racko szu­ka­łam kon­sul­ta­cji z le­ka­rzami, któ­rzy po­wie­dzie­liby mi, że można za­ry­zy­ko­wać, że nie trzeba ope­ro­wać. Niestety, każdy po­twier­dzał po­trzebę ope­ra­cji i po­wagę sy­tu­acji. Już bę­dąc w kli­nice pró­bo­wa­łam roz­ma­wiać na te­mat moż­li­wo­ści obej­ścia ope­ra­cji. Dopiero wtedy le­ka­rze w zde­cy­do­wany spo­sób mi uświa­do­mili jaki jest stan mo­jej cho­roby mó­wiąc, że się roz­czu­lam ope­ra­cją, my­ślę o dziecku a tak na­prawdę prze­cież wal­czę o życie.

Swojego mężczyznę chciała odtrącić. Zrezygnować ze ślubu. Pragnął mieć dzieci a ona ich nigdy mu nie da. I znów ten fantastyczny facet powiedział, że już dawno zdecydował się adopcję.

Dużo na tyle by, planować tupot dziecięcych stópek…

 Cokolwiek trzeba zoperować by żyła, to trzeba. Ślub wzięli tydzień przed operacją. Błękitnooka wyglądała jak zwykła panna młoda, jedynie stojąca obok niej butelka wody nasuwała myśl, że coś może być nie tak. Podróż poślubną czyli wyjazd nad polskie morze musieli przerwać po trzech dniach.

Jednak za mało by zgodzić się na wyrok śmierci.

Błękitnooka pokonała raka. Niestety ceną jaką za to zapłaciła była operacja, która zabrała jej oprócz raka możliwość urodzenia własnego dziecka.

Dwa lata minęły zanim udało się jej pogodzić z tym faktem. Dzięki temu 4 lata temu trafił do nich maluszek. Adoptowany syn rośnie zdrowo w kochającej i niesamowitej rodzinie.

A czy błekitnooka skończyła walczyć z rakiem?

logoNie. Założyła Stowarzyszenie na Rzecz Walki z Chorobami Nowotworowymi SANITAS, które jest Ogólnopolską Organizacją. Główną ideą SANITAS jest edu­ka­cja sze­roko po­ję­tej pro­fi­lak­tyki no­wo­two­ro­wej oraz udzie­la­nie wspar­cia dla osób bę­dą­cych w trak­cie lub po cho­ro­bie no­wo­two­ro­wej oraz ich rodzinom.

 Dużo na tyle, by pragnąć spełniać marzenia.

Strona Stowarzyszenia: klik 

Marzec jest Miesiącem Świadomości Raka Jajnika  – może Ty pójdziesz na badania, rak wcześnie wykryty jest uleczalny. 

Na zdjęciu Anna Nowakowska bohaterka opowiadania i inicjatorka Stowarzyszenia Sanitas.

Anna Nowakowska

W ramach obchodów Miesiąca Świadomości Raka Jajnika, turkusowy kolor rozświetli marcowe noce w kilkunastu miastach Polski. W Sanoku, 17 marca na turkusowo zostanie podświetlony plac św. Michała. W województwie podkarpackim turkusowy kolor rozbłyśnie tego samego dnia także w Rzeszowie, bowiem do akcji przyłączył się Miejski Zarząd Dróg, który podświetli rzeszowski Most Zamkowy. Turkusowe podświetlenie zainaugurowały już 3 marca Katowice. Dzięki wsparciu Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji został podświetlony katowicki Spodek. Już kolejnego wieczoru, 4 marca, na kolor turkusowy podświetliła się Galeria Echo w Kielcach, zaś Świętokrzyski Urząd Wojewódzki dołączy do akcji w dniach 11-13 marca. W Poznaniu 10 marca wieczorem na turkusowo zaświeci iglica Międzynarodowych Targów Poznańskich oraz kopuła INEA Stadionu. Honorowy Patronat nad marcowymi obchodami Miesiąca Świadomości Raka Jajnika objął Prezydent Miasta, Pan Jacek Jaśkowiak. W Gliwicach wieczorem 12 marca na turkusowo zostanie podświetlona wieża radiostacji. Dzięki uprzejmości Prezydenta Miasta Szczecin, 13 marca na problem raka jajnika będzie zwracał uwagę tradycyjnie podświetlony na turkusowo Most Odrzański. Natomiast 19 marca podświetlone zostaną budynki Urzędu Miasta Ełku, 20 marca – Dom Kultury w Koninie. Zaś w weekend 21-22 marca podświetlony na turkusowo Stadion Miejski będą mogli podziwiać mieszkańcy Wrocławia. Do akcji włączy się również Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie, podświetlając Most Śląsko-Dąbrowski w dniach 20-31 marca. Dzięki uprzejmości Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie w trzecim tygodniu marca podświetlona będzie Kładka Ojca Bernatka. W akcję włączył się również Prezydent Miasta Opola, Pan Arkadiusz Wiśniewski. W marcu tradycyjnie podświetlony na niebiesko Most Pias’towski będzie zwracał uwagę właśnie na problem raka jajnika.

68 KOMENTARZE

      • zycze wszystkiego NAJ ,zdrówka przedewszystkim.
        Moja mama odeszła 7tyg temu,po trzech nierównych miesiącach od diagnozy. Wiem co to za cholerstwo od strony rodziny . Byłam z mama od początku do samego końca ,przegrałyśmy i cholernie mi cieżko . Ale Była ,Jest , i Bedzie zawsze ze mną .

  1. Wszystko było czarne, aż przyjaciółka powiedziała mi przez telefon mocnym zdecydowanym głosem : ..choroba jak każda inna..pomyślałam NO WŁAŚNIE. Jestem 6 lat po radykalnej terapii i mam zamiar jeszcze żyć. Nic nie jest takie same jak przedtem…ale JESTEM ! Żyjcie dziewczyny i uśmiech niech towarzyszy ciężkim dniom.

    • Dokładnie!!! Żyjcie. Po chorobie możemy żyć lepiej i aktywniej od niejednego zdrowego człowieka, bo my też jesteśmy już zdrowe i ….bogatsze duchowo przez doświadczenie życia.

  2. Przejmująca historia łzy same cisną się do oczu. Radość z happy endu A potem kubeł zimnej wody jakaś bezuczuciowy babsztyl pisze że zrzucił kilogramy. Nie mogę uwierzyć w to co czytam. Pomyliłaś strony kobieto, ale skoro już schudłaś to teraz poszukaj tabletki na uwrażliwienie swojego charakteru.

    A Pani Ani życzę dużo zdrowia i mam nadzieję że to była jedyna traumatyczna sytuacja w Pani życiu. No i z Pani przeżyć powstało tyle dobrego.JEST fundacja a maluszek zyskał kochającą rodzinę. Powodzenia.

    • Spam o kilogramach usunęłam. Historia ma dać nadzieję tym wszystkim, którzy z podobnym obcym w ciele walczą. I ktokolwiek potrzebuje wsparcia może śmiało pisać do Sanitas – tam naprawdę są wyjątkowi ludzie 🙂

    • Tak. Teraz już wiem, że rak dał mi więcej niż zabrał. Gdybym mogła cofnąć czas i nie zachorować to ja wybieram raz jeszcze pełny pakiet i „przyjemności” związane z chorobą. Bo żyję, jestem szczęśliwa i chcę czerpać garściami. Dbajcie o siebie Kochane kobietki, to wasze zdrowie i życie, wasze i Waszych bliskich.

    • Za chwilę będzie rok, dwa, trzy i jakby było to wczoraj. Jednak w całym naszym życiu choroba to mała chwilka zatrzymania się w czasie. To czas dany nam na wewnętrzny przystanek, przemyślenie i przewartościowanie naszego życia. Ta krótka chwilka kiedyś może stać się wielką chwilą naszego „zwycięstwa”. Powodzenia i szybkiego powrotu do formy.

    • … tak tak ja już prawie 10 lat, na szczęście u mnie skończyło się tylko na usunięciu jednego jajnika. Dzięki czemu mogłam doczekać się 2 dzieciaków. Życie jest piękne 🙂

  3. Uciekam zawsze od myśli i wyobrażeń, że w mojej rodzinie, że mnie samej mogłoby się przytrafić coś złego. Co by nas skruszyło. Z czym trzeba by walczyć. Bo choć zdaje mi się że jestem silna, to czy byłabym gdyby naprawdę było źle?

    • Byłabyś. Uwierz, życzę żebyś nie musiała tego skonfrontować. W każdej sytuacji są jednak + . Zweryfikowałam prawdziwych przyjaciół od tych na niby…czuję inaczej każdy dzień i dostrzegam rzeczy które przedtem były nieważne, zbyt odległe…a te, co wydawały się ważne, a nie są zamieniłam na radość, miłość, przyjaźń. Łapie chwile i jestem mega szczęśliwa..choć czasami bardzo słabiutka..Tak naprawdę to najbardziej przeżyłam strach i rozpacz w oczach bliskich.

    • Agni. Kiedy snujemy sobie różne myśli nt. co by było gdyby lub „ja bym tego nie wytrzymała” itd., tak nam się wydaje, wydaje się że jesteśmy słabe i w obliczu przykrych zdarzeń w naszym życiu nie dźwigniemy problemu. Ja również jeszcze przed chorobą, czasami rozmawiać nawet właśnie o raku, też tak uważałam, że nie poradziłabym sobie itd. Natomiast kiedy stajemy oczy w oczy tą „tragedią” okazuje się że zyskujemy siły o jakich nie sądziłyśmy że w nas drzemią. Wszystko jesteśmy w stanie znieść i przetrwać. Po takich doświadczeniach naprawdę wychodzimy silniejsze. Nie myśl o tym że możesz zachorować ale dbaj o sobie, badaj się. Żyj!!! Korzystaj z życia, bo każdy dzień życia każdej z nas jest małym cudem.

    • Zgadzam się :-). Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak ogromną siłę ma nasz umysł, nasze nastawienie do życia, choroby. Mamy w sobie wiele pozytywnej energii którą wspaniale możemy wykorzystać nawet w trakcie choroby.

  4. Nigdy nie wolno się poddawać, NIGDY! Obojętnie czy walczymy o siebie czy o kogoś bliskiego. Cieszę się, że błękitnooka miała tak wspaniałe wsparcie ze strony ukochanego, nie każdego stać na poświęcenie własnych celów i marzeń i dostosować je do przeszkód, które stawia przed nami Bóg, los, przeznaczenie…
    Wszystkiego dobrego dla błękintnookiej i jej najbliższych!
    http://www.kubusdlugosz.bloog.pl

  5. U mojego syna w jego 18-te urodziny wykryto nowotwór złośliwy.
    Miał wesoło startować w dorosłe życie :(( a teraz leczenie.
    Miło czytać że pokonałaś chorobę, daje to jakąś nadzieję. Syn na razie ma się dzielnie, gorzej ze mną :(( Pozdrawiam

    • Krysiu,
      trzymaj się i przytulaj Młodego. Też mam 18-latka.
      Bardzo serdecznie Was pozdrawiam i wierzę, że
      BĘDZIE DOBRZE!
      Życze Wam tego z całego serca!

    • Krysiu! Ja musiałam być silna za siebie i za moich bliskich. Przed mamą nigdy nie płakałam i nie byłam smutna żeby jej nie dołować. To ja pocieszałam rodziców. Ciężko nam jest patrzeć na chorobę i cierpienie bliskich, zwłaszcza dziecka. To zrozumiałe. Syn na pewno jest dzielny. Jest młody, ma silny organizm. Na etapach choroby jest i będzie różnie. Traktuj syna normalnie jak do zdrowego chłopaka. Uda Wam się a zobaczyć jaką po wyzdrowieniu zyska mądrość życia. Powodzenia i służę pomocą i rozmową jeśli będzie trzeba. http://www.sanitas.sanok.pl

  6. Dlaczego ten blog jest od 18 lat?, każdy kto potrafi czytać i rozumieć co czyta powinien mieć swobodny dostęp do tej strony.Profilaktyki powinniśmy uczyć się jak najwcześniej i wiedzieć co nam grozi i jak reagować. Pozdrawiam bardzo serdecznie.

  7. Witam serdecznie Was wszystkich. Podziwiam Bohaterkę i wszystkich z Was, którzy pokonaliście wroga. Ja walczę, zawsze byłam słabiutka, chorowita, delikatna… ale fizycznie. Psychicznie jestem coraz mocniejsza. Oczywiście mam chwile lepsze i gorsze, jak każdy. Nie mam oparcia, zrozumienia, współczucia nawet w mężu ukochanym, ale nie chcę litości. Nikomu się nie skarżę, robię , co do mnie należy, jeśli tylko mam siłę i nie narzekam. Tylko brak sił ciężko pokonać… a kiedy wydaje mi się, że nie dam rady, wtedy w duchu śpiewam: „nie bój się, nie lękaj się, Bóg sam wystarczy!” i wystarcza…

    • Ja w chwilach załamania szłam do pustego, ciemnego Kościoła. Siadałam i sam taki „przystanek” bardzo mi pomagał. Byłam prawie sama, było cicho, spokojnie. Tylko poświata świec migająca przed oczami i skrzypiące drzwi. Ta cisza i zapach – pomagało 🙂

  8. O raku trzonu macicy dowiedziałam się mając lat 26. Jestem 19 lat po operacji. Wszystko w porządku. Miałam szczęście, dużo szczęścia i wiary, że moja historia zakończy się dobrze. I tak się stało.

  9. Przeżyłem 3 nowotwory złośliwe. Zacząłem w wieku 37 lat dokładnie tyle ile miała moja mama, która chorowała na raka jajnika. Niestety wtedy nie było takiego poziomu medycyny. Najważniejsza jest psychika w takich chorobach, póki walczysz żyjesz. Nie szkoda róż gdy płonie las. Sam jestem wyjątkowo pokaleczony, ale mam żonę i mam dla kogo żyć. To, że musiałaś adoptować dzieciaczka to podwójna miłość, raz Twoja dwa dla tego opuszczonego malucha.

  10. 19 lat pierwszy rok studiów a tu przyszła diagnoza -rak szyjki .Bardzo źle to przyjęła córka,.Na szczęście był w początkowym stadium -leczenie farmakologiczne potem operacja .Przy pomocy rodziny i przyjaciół i ogromnej wyrozumiałości uczelni dała radę.W szybkim tempie musiała udźwignąć ciężar choroby i teraz inaczej patrzy na świat.A dzieci coż tyle maluszków potrzebuje domu więc kiedyś na pewno któreś pokocha.Wszystkim zdrowia i pogody ducha!

    • Szybko doświadczyło ją życie. Kobieta, która przetrwa chorobę już nigdy nie będzie taka sama. To inne spojrzenie na świat, na życie codzienne i jego wartości. Wierzę, że kiedyś powie to samo co ja, że rak dał jej więcej niż zabrał. Wszystkiego dobrego!

  11. życzę dużo zdrowia, ja też przeszłam przez to co ty, bardzo miło jest czytać, że są ludzie, którzy w czasie choroby się sprawdzają, no ja niestety tak nie miałam, ale może to dało mi jeszcze większą siłę do pokonania choroby i wrócenia do normalnego życia (jestem 6 lat po operacji i chemioterapii, szkoda tylko, że na swojej drodze nie spotkałam tak fantastycznych ludzi jak ty! pozdrawiam serdecznie Ela

    • Eluś. Ode mnie odsunęła się moja ówczesna przyjaciółka. Do dziś nie wiem dlaczego. Zamiast być obok, po prostu wolała „odejść”. Przepłakałam nie jeden dziś z tego powodu. Przyjaciół poznaje się w biedzie- to prawda. Ja znalazłam również nowych :-). Mam nadzieję że dziś już masz obok siebie ludzi Tobie bliskich.
      Pozdrawiam
      http://www.sanitas.sanok.pl

  12. A ja właśnie, podczas czytania zarejestrowałam się do ginekologa na odwlekaną od 3 lat wizytę. Mam nadzieję, że wszystko będzie ok. Dziekuję i pozdrawiam

    • Właśnie wróciłam z akcji na Placu Św. Michała w Sanoku. Ania ciągle powtarza, że jeśli choć jedna osoba uświadomi sobie jak ważna jest profilaktyka to już jest sukces. Kiedy wróci do domu i poczyta komentarze – mam nadzieję, że też się wypowie – poczuje się spełniona 🙂

    • Emka!!! Jest cudowna!!! Dla takich osób jak Ty warto jest się „uzewnętrzniać” – AVA miała rację :-). Emka, pamiętaj dbanie o siebie i badania to odpowiedzialność za zdrowie i życie nasze a także odpowiedzialność za naszych bliskich. To danie sobie szansę na zdrowe i …życie. Dbaj Kochana o siebie, bo wiedzieć że jesteśmy zdrowe to nic złego. Twoim komentarzem dodałaś mi skrzydeł…że warto….-dziękuję.

  13. JA miałam szczęście i jednoczesnie nieszczęście bo dzieci urodziłam mając 22,23lata, więc kiedy zachorowałam martwiłam sie o to, co będzie z dziećmi. Poza tym od dzieciństwa jako jedynaczka pragnełam adoptować, bo często bywałam w domu dziecka, wiec moje marzenie by adoptowac legło w gruzach. U mnie najpierw wycinali macicę, bo jajniki były zdrowe. POtem wiadomośc guz złosliwy i konieczna chemia. NIestety ja byłam tak poważnie osłabiona, ze chemia rozwaliła by mnie całkowicie. Chorowałam na nerki, wrzody , zespół jelita drażliwego, silna anemię i totalny brak odporności. Chemia brzmiała jak wyrok. Moja stara pani doktor,która leczyła moją mame a potem mnie powiedziała: poczekaj rok i jesli będą kolejne zmiany zdecyduj się na chemię. Co miesiąc badania i oczekiwanie na wyniki a w domu praca, i 2 dzieci. Mąż zachowywał sie jakby go wcale nie obchodziło to co się ze mną dzieje. W 7 lat potem guzy na jajnikach. Lekarz wypisał skierowanie do szpitala, a tam nie ma mniejsc, czekamy. Proponuja chemie. Radykalnie zmieniłam diete. Zrezygnowałam z cukru całkowicie, zastąpiłam go cukrem brzozowym i stewią. Ograniczyłam mięso, zrezygnowałam z mleka i wędlin i kupiłam wyciskarke do soków. Codziennie soki- wyciskanie i dbanie o dietę to praca na cały etat. W rok potem bioelektrody lifeware i jestem zdrowa. Kiedy po 2 latach od diagnozy lekarz zobacyzł, ze guzy znikneły sprawdzał czy się nie pomylił. Byłam wtedy u 3 lekarzy i każdy zrobił badania i każdy postawił identyczna diagnozę. Dzisiaj jestem cześciowo zdrowa. Mnie nikt nie wspierał. Rodzinie powiedziałam o raku, bo musiałam zrezygnować z pracy by skupić sie na diecie,i odpoczynku, bo choroba pożerała mnie odbierając siły. W domu nikt mnie nie wspierał, nie rozmawialismy o chorobie. Nauczona wczesniejszym doświadczeniem wiedziałam, ze musze poradzić sobie sama, oni muszą zyć swoim zyciem i nie mam prawa obciążac ich swoimi kłopotami, ale pomagali, robili zakupy, sprzatali, nie wymagali i pozwalali spokojnie odpoczywać. NAdal sie lecze, bo chociaż guzy na janikach znikneły to zrobiłam tomografię i wykazało zmiany w jelitach i trzustce. Lekarzy unikam ma dośc wyczekiwania w kolejkachm denerwowania się i wypraszania się o badania. Tomografię zrobiłam prywatnie, bo często bolał mnie brzuch, więc wiedziałam, ze coś jest nie tak.

    • Naprawdę, przeszłaś wiele. Przykro mi, że jesteś w tym wszystkim „samotna”. Proszę, uwierz w swoją siłę aby raz na zawsze rozprawić się z tym dziadostwem. Trzymam kciuki, życzę powodzenia. Gdybym mogła dałbym Tobie część swojej siły i energii. Kto wie, może ją poczujesz…..

  14. Bije nadzieją dla nas wszystkich narzekaczy, mazgai, oczekiwaczy w pretensjach. Pozdrawiam cię kobieto z całego serca życzę dużo miłości i dziękuję, że dałaś mi wielką naukę jak nieszczęście przerobić w pożytek dla innych.

  15. Pani Aniu, bardzo bardzo dziękuję. Czytałam Pani wyznania, a w myślach grzmiało: „Boże! niech wyzdrowieje”. Nigdy nie zabijajcie nadziei ! – też powtarzałam, jak „pasożyt” postanowił odwiedzić moje ciało. Na całe szczęście jestem już 10 miesięcy „po”, „pasożyt” wycięty, a wraz z nim moja lewa pierś. Mastektomia była dla mniej tak oczywista, że równocześnie chciałam to zrobić z prawą. Mój wspaniały doktor tylko mnie przed tym powstrzymał – na razie nie ma potrzeby droga pani, wyniki na pani dobre, kontrole przechodzić regularnie, a te „dwa pasożyty – dwa guzki” nie narozrabiały za dużo – mówił. W pierwszym dniu po pobycie w szpitalu postanowiłam wrócić do pracy i zachowywać się tak jakby się nic w moim życiu nie wydarzyło. Tylko całkowita blokada hormonalna – z uwagi na przyjmowane leki i zastrzyki – daje o sobie zbyt często znać. I tylko wtedy jest ciężko. Mojemu synkowi obiecałam, że wyzdrowieję – i usilnie będę się starała tego dowieść, a mąż – jest jakby zły, że nas ta coraz powszechniejsza choroba spotkała. I wtedy jest mi ciężko – cholernie, bo zmagam się za siebie i za niego.
    NIE ZABIJAJCIE NADZIEI !!!!! – DLA NAS WSZYSTKICH !!!!!!

    • Kochana! Pewnie że Ci się uda. Ja natomiast nigdy nie zadałam sobie pytania „dlaczego ja”. Moi bliscy już tak. Uważam, że naszym bliskich kiedy patrzą na cierpienie nasze jest trudniej niż nam samym. Słowo dane synkowi będzie dotrzymane i szybciutko się o tym przekonasz :-).

  16. Zaczęłam czytać i bardzo mną to wstrząsnęło… mam 24 lata… jutro mam rutynowe badania lekarskie na które idę z uśmiechem na ustach, bo ”wiem” że nic mi nie dolega… taa… z zegarkiem na ręku, bo szkoda czasu na głupie badania… z wyznaczoną datą ślubu… ze studiami… i tak się teraz zastanowiłam- co jeśli badania będą złe? Co jeśli też jestem chora? Co odpowiedziałabym lekarzowi, gdyby powiedział- ma pani raka? Nie wiem… i nie chcę wiedzieć! Świetny tekst… pozdrawiam

  17. ściskam Cie ,ja walczę mam 49lat w kwietniu bedzie rok jak się dowiedziałam ,naswietlania ,chemia,jestem słaba,ale bardzo chce żyć,ale ja chciałam o tytm napisać ,że mąż słabo sobie radzi z moja chorobą,są klotnie ,nie rozumie mnie i mojej słabości mysli ,że udaje ,to samo dalsza rodzina,dokucza mi ze nie chce mi sie pracowac ,a ja jestem naprawde słaba i nie oszukuje,walcze z anemia ,choc po woli odzyskuje siły ale bywa naprawde różnie raz lepiej raz gorzej no i ludzi spotykam takich którzy mna gardzą z powodu choroby to prostackie ale tak jest ,jestem gorsza bo chora naznaczona chorobą,jakby za kare ,dają to do zrozumienia ,tak jest niestety ,to bardzo płytkie, ściskam Cię ciesze sie ,ze odnalazłaś szczescie

    • Isiu, a czy Ty czasem nie myślisz o sobie w ten sposób. Nie rób tak. Nie, nie jesteś gorsza. Jesteś bardzo dzielna, tym bardziej, że nikt Cię nie wspiera. Nie przejmuj się tym co mówią inni.Oni nie zasługują na Twoja uwagę. A TY będziesz zdrowa. Dasz radę. Pozdrawiam serdecznie.

    • Isia! Co za ludzie Cię otaczają. Mąż zachowuje się tak prawdopodobnie dlatego, że nie może się pogodzić z chorobą którą Ciebie spotkała. Może czuje się bezradny wobec tej sytuacji i nie wie jak pomóc, jak się zachować. Może warto zabrać męża na Twoją wizytę kontrolną, niech pójdzie z Tobą. Może od lekarza usłyszy co to powinien aby zrozumieć to, co dzieje się z Twoim organizmie. Trzymam za Ciebie kciuki, żeby otaczali Cię ludzie pozytywni.

  18. Ja,po corocznej kontroli w Instytucie Onkologii,11 lat po operacji i chemioterapii.To też był rak jajników.Początek straszny,dlaczego ja?Potem zastanowienie,a właściwie dlaczego nie ja,skoro tyle młodych ludzi i dzieci choruje.Po jednej z chemii urlop w ciepłym kraju….bo może to mój ostatni?A po zakończeniu chemii,dochodzenie do siebie,czekanie na nowe włosy,może będę fajniejsze niż te co wypadły?A potem przypomnienie i intensywna nauka języka obcego i praca za granicą.Od roku emerytka,a dalej jeżdżę do tej pracy,bo ją polubiłam.No i radość ze spojrzeniem wstecz,jakby nie patrzeć,nowe życie 11 lat temu zostało mi podarowane.Pozdrawiam i trzymam kciuki,jak się chce można góry przesuwać.

  19. Wszystko pięknie, ładnie. Historia wzruszająca. Błagam! Jeżeli piszesz o raku miej chociaż odrobinę, odrobineczkę wiedzy w tym temacie. Nie ma czegoś takiego jak rak złośliwy. Każdy rak, to nowotwór złośliwy, ale nie każdy nowotwór złośliwy to rak, są chociażby glejaki, potworniaki i wiele, wiele innych. Jak piszesz, że ktoś ma raka złośliwego to piszesz masło maślane, zupełnie bez sensu.

    • tekst Błękitnookiej to nie jest publikacja w czasopiśmie medycznym, żeby spierać się o terminologię. Kiedy słyszysz diagnozę to naprawdę jest ci wszystko jedno, jak brzmi prawidłowa medyczna nazwa. Dociera do ciebie tylko to, że właśnie zawalił ci się cały świat i możesz umrzeć. Wiedzę ma mieć lekarz, żeby mógł pomóc zwyciężyć chorobę.

      • Też mi się ten „rak złośliwy” rzucił w oczy. Masło maślane. Uważam, że terminologia jest BARDZO ważna. Dzisiaj każda celebrytka chwali się, że „miała nowotwór”, a głupi lud współczuje, nie wiedząc, że mogło chodzić chociażby o śmieszną torbiel na jajniku.

  20. Lekarze to banda bezdusznych i niedouczonych gnojków w dodatku obnoszących się jak kury z jajem. Dziś każdego raka można pokonać dożylnymi wlewami z bardzo dużej ilości Vit. C. Tylko – gdzie wtedy ich interes? Za każdą operację klient jest przecież kasowany. Trzeba mieć z czego życ. Polecam książkę Jerzego Zięby „Ukryte terapie” oraz Telewizję Niezależną Janusza Zagórskiego z udziałem Jerzego Zięby nt. „rak to nie wyrok”. Trzeba skończyć z tą bandą w białych kitlach z słuchawkami na szyi z Panem Hamankiewiczem na czele.

  21. Witam Cie Blękitnooka.
    Czytam Twoją historie i jakbym czytała swoja, mnie to dopadło w starszym wieku, rak piersi. badania kontrolne co roku a tu proszę, wyrok.data ślubu za pół roku, a tu chemia, łysa i jak tu do ślubu iść, mój teraz już mąż, wspierał pomagał, jeżdził na chemie ze mną trzymał za rękę i powtarzał, że damy razem radę przejść to wszystko, liczyłam każdy dzień do ślubu i do zakończenia chemii, potem długa radioterapia, dziś jest czwarty rok jak jestem po operacji, jestem na hormonoterapii jeszcze rok,
    Mimo późnego wieku, miałam nadzieję, że jeszcze będę miała dziecko, marzenia się skończyły po chemii, dzisiaj jest wszystko już w porządku, ale ciągle gdzieś tam wracają koszmary i lęk. życzę wszystkim zdrowia, bo ono w życiu jest najważniejsze.i zachęcam do badań i jak najczęściej robienia USG ginekologicznego oraz USG piersi.Pozdrawiam wszystkich serdecznie z pięknego Torunia.dziś jest piękny dzień, świeci słonce i śpiewają ptaki, kocham wiosnę, bo wszystko budzi się do życia.

  22. Witaj
    Wspanialy tekst. Nasz dobry znajomy zachorowal na sarkome. Nie wiemy, jak mozemy dodac mu otuchy…
    Aha, czy mozesz usunac komentarz Ziutka o lelarzacg – dosyc niepochlebny tekst. Ja znam wielu wspanialych lekarzy.

  23. A ja ciesze się że ona żyje….czytałam do końca z lekiem ze mogła by nie wygrać z rakiem ale ….wygrała,ciesze się że wygrała.

  24. 38 lat temu, tydzień po 18. urodzinach zmarła moja trochę starsza siostra – pół roku walczyła z rakiem. Takie to były czasy……. Wiem z opowieści sióstr, ze też chciała mieć dzieci – jedna jej nawet obiecała, że jej urodzi… tak szybko mija życie

  25. Witaj Błękitnooka. Ja uslyszalam nowotwor jajnika zamiast słowa ciąża bylam wtedy niewiele po ślubie. Chemia zwalila mnie z nóg, ale żyję i cieszę sie każdym dniem, dzis jestem mamą dwóch coreczek adoptowanych. Życzę Ci duzo siły i optymizmu . Po swoich przejsciach namawiam wszystkie kobiety ze swojego otoczenia na badania zeby daly sobie szanse. Rak nie zawsze oznacza wyrok. Dziękuję Ci za to, że opowiedziałas swoją historię.

  26. Podziwiam determinację bohaterki wpisu. Podziwiam męża bohaterki bo nie wszyscy byliby na to gotowi. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał zmierzyć się z taką sytuacją.

  27. Pani Anno gratuluję i podziwiam,wiem jak wygląda walka chorobą,moja mamusia walczyła ponad 17 lat ,tak wiem kawał czasu ale nie bez przerwy.Przerzuty były co jakiś czas ,odeszła ale nie bez walki i tylko ta magiczna siła i nadzieja sprawiły że nie odeszła od razu.Nadzieja to prawda jest ważna ale bez innych czynników takich jak chęć życia za wszelką cenę,wsparcie,miłość…..może nie wystarczyć…nigdy nie można się poddać!!! Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.