Dzień Leniwej Matki i pierwszy dzień w szkole
Dzień Leniwej Matki i pierwszy dzień w szkole

Dzień Leniwej Matki i pierwszy dzień w szkole

Tak, tak dziś moje święto! Najchętniej to bym odespała ostatnie dni, ale nie ma na to czasu 😉 Młodsza była dziś pierwszy raz w szkole. Wchodząc do klasy miała chwile załamania, łzy w oczach, ale to był moment. Pani wychowawczyni zrobiła na niej dobre wrażenie:
– Takie śliczne długie włosy mamo! I buty na obcasie, nie to co ty!
To dobre wrażenie spowodowało, że Młodsza już w południe była gotowa do szkoły, na jutro! Ubrania przygotowane na wieszaku. Plecak spakowany, kazała sobie nawet przygotować drugie śniadanie! Mocno zastanawiam się nad zakupem nowych butów… Na obcasie… Jednak skoro dziś Dzień Leniwej Matki, to jednak odłożę wędrowanie po sklepach.

Starsza natomiast marudziła, że musi iść do szkoły. Szkoła to dla niej zło konieczne i ciężko ją przekonać, by zmieniła zdanie. Do szkoły wybrała się rowerem. Oświadczyła, że skoro tyle dzieci jeździ na rowerze, to ona też! I już. Zgodziłam się na taki transport.
Młodszą zaprowadziłam na piechotkę. Jestem już pod szkołą, podstawową oczywiście i tam kilka rowerów, a wśród nich duży zielony z reklamą popularnej, dobrej, irlandzkiej whisky…

Whisky to nie alkohol…

Moje dziecko nie raczyło poinformować matki, że będzie poruszać się matczynym pojazdem. Po zakończeniu uroczystości, kiedy Starsza wróciła do domu:
– Dziecko to nie bardzo, tak reklamować alkohol na terenie podstawówki, może zostawisz mój rower w spokoju!
– Mamo, po pierwsze mój jest za mały, po drugie twój jest najlepszy, po trzecie whisky to nie alkohol!
I tu me dziecię pierworodne przypomniało mi sytuację sprzed dwóch lat:
U Młodszej w przedszkolu były zajęcia na temat zdrowia i między innymi o szkodliwym wpływu na zdrowie alkoholu i papierosów. Dzieci jak to dzieci zaczęły komentować i moja Młodsza oświadczyła:
– Moja mama nie pali! I nie pije alkoholu! Mama pije tylko whisky.
I panie przedszkolanki miały ubaw.
Tak to już jest, że dzieci z rozbrajającą szczerością wyniosą z domu wszystko. Niemniej z sytuacji długo się śmiałam i wspominałam wydarzenie, tak że Starsza użyła go jako argumentu.

Na zakupy!

Finisz dzisiejszego dnia? Nie mam malutkiego przedszkolaka, tylko rezolutną i zaradną pierwszoklasistkę. Nie mam też roweru i butów do których dorosła Starsza. Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że niebawem trzeba się wybrać na zakupy 😉 Tylko w portfelu hula wiatr, po kupieniu wyprawki.
Ot życie 😉

3 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ