Dzień dziecka

Dzień dziecka

Spojrzałam dziś rano w lustro.

Oczy przekrwione, podkrążone. Prywatny Wiking od miesięcy w innym mieście. Ja ogarniam jakoś Szkodniki, przyklejonego Dzidziula, kurodomowe obowiązki, pracuję i próbuje studiować. Próbuję, bo im bliżej końca, tym bardziej zdaje mi się, że wyląduję i tak w magazynie w Kauflandzie… Choć może los mnie zadziwi?

Jestem  cholernie zmęczona. Aż marzę o podróży na Kamczatkę. Solo…

Dzień Dziecka. Szkodniki zachwycone. Dostały prezenciki. Klocki i truskawki.  Młodsza pięknie umaziała się sokiem (dobrze, że mam dobry proszek!) i mówi:

– Mamo, nie możesz się na mnie gniewać, dziś jest Dzień Dziecka!

– A kiedy będzie moje święto?

Młodsza wzięła truskawkę, pomalowała mi nią policzki, usta a resztkę wtarła w spódnicę. Moją spódnicę, bo jej spódniczka już więcej soku z truskawek by nie przyjęła 😉

I teraz pachnę truskawkami.

I otworzyłam wino i mam swoje święto. A Szkodniki śpią. Czyste i pachnące po kąpieli.

A ja jestem brudna i szczęśliwa. Jak zwykle, mimo zmęczenia szczęśliwa… Ma ktoś pod ręką śmietanę do truskawek? 😉

 

3 KOMENTARZE

  1. Ja mam 😀 i Dzień Dziecka wyglądał u mnie bardzo podobnie :)) i mąż też zasiada gdzieś w Bielsku Białej więc za daleeko i za długo..i marzy mi się samotna wyprawa na Syberię. I tej szczęśliwości nadmiary… Ale to jedyne czego mi będzie brakować kiedy pomarszczę się jak rodzynek i będę ich miała tylko w telefonie z pustą codziennością wymarzonej teraz ciszy i spokoju 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ