Zupa ze ślimaków…
Siedzę sobie. Delektuję się kawą. Siedzę przed kamienicą. Stado dzieci radośnie pokrzykuje. Chłopcy grają w piłkę, Blondyneczki biegają wokoło kamienicy,
a Starszy Szkodnik molestuje mnie o zagranie w gumę.
– Jak wypiję kawę.
Liczę chmury na niebie. Sielskie popołudnie. Praktycznie wieczór. Inne mamy również wychodzą na zewnętrzny. Nagle przybiegają Blondyneczki.
– Mamo, zupę mamy!
Niczego nie świadoma, odwracam głowę a one tuż przy mojej twarzy trzymają miskę pełną… ślimaków!
– Fuj! Skąd je macie?
– Pozbierałyśmy!
– Same?
– Tak! – Obydwie uśmiechnięte i zadowolone…
– Łopatką? – Pytam z nadzieją…
– Nie! Rączkami.
Bleee….
– Dobrze, że nie próbowały jak smakują. – Wtrąca mama Blondyneczki.
– Jesteś pewna?
– No raczej…
Na odległość spróbowałam zrobić nawet zdjęcie „zupie”, ale przez to , że nie patrzyłam na te oślizłe ślimaki to mi nie wyszło 😉
Zbliżają się wakacje. Dzieciaki coraz częściej będą większe ilości czasu spędzać na zewnętrznym. Nigdy nie wiadomo co nagle odkryją i z jakim trofeum zechcą przyjść do domu. Przerabiałam już martwego wróbla, dżdżownice czy kreta. Wstrząsa mnie na widok takich… Gorzej się jednak boję bakterii czy wirusów jakie z tymi trofeami mogą wnieść do domu. Jako koło ratunkowe mam Dettol. Dettol to dezynfekcja rąk w warunkach domowych. Dettol stanowi ochronę dłoni przed codziennie występującymi bakteriami powodującymi m.in.:
- infekcje skóry
- infekcje dróg oddechowych (grypa)
- wirusowe zakażenia przewodu pokarmowego (jak np. Salmonella i Escherichia Coli)
Jakiś czas temu dostałam mydełko do przetestowania i Szkodniki nauczyły się, że mycie rąk musi rwać co najmniej 30 sekund zwłaszcza po kontakcie z podejrzanymi substancjami lub ciałami, zwłaszcza martwymi…
Polecam.
A to zupa ze ślimaków… Czy wasze dzieci też miewają takie pomysły?
Notka zawierała lokowanie produktu 😉
Mój najmłodszy dorwał kiedyś zdechłego jeża i przyleciał z krzykiem, gdyż oblazły go pchły z tego jeża… to był dopiero był hardkor 🙂
Jak wytępić pchły?
No cóż, rozebrałam Młodego do rosołu na podwórku… było lato… ciuchy do worka i do śmieci, a synka do wanny. Nie powiem, jeszcze czas jakiś walczyłam z niedobitkami rozpylając w hacjendzie muchozol.
A świat taki ciekawy… jak w tym dowcipie: co jesz? mięsko! a skąd masz? przypełzło!
Myślę, że kontakt z przyrodą mniej groźny jest niż z przygodnie napotkanymi chemikaliami i tym, co ludzie wyrzucą…
A to masz rację!
A ja jak byłem dzieckiem to również „jadłem” zupę ze ślimaków i smakowała wyśmienicie !!!!!
Podobno ślimak smakuje jak kurczak:D