Staruszka z trzeciego piętra

Dawno, dawno temu, byłam przekonana, że starość to zmarszczki. Postępujące powoli, lecz zdecydowanie zbrzydzenie całego ciała. Teraz patrząc w lustro zmieniam zdanie. W starości nie są najgorsze zmarszczki, czy wiotczejące ciało. W starości najgorsza jest beznadziejność smutnych dni. Samotność. Kiedy nie mamy o co walczyć, idei dla której warto żyć – powoli gaśniemy, a kiedy pomaga nam w tym bezduszny system to…. Starość jest okrutna!

Powolnym krokiem schodziła codziennie rano, do najbliższego sklepiku PSS, po dwie bułki i mleko. Czasem kupowała ćwiartkę chleba, albo parę plasterków wędliny, kawałek sera białego lub pół kostki masła. W pobliskim warzywniaku kupowała przecenione owoce i warzywa. Oczywiście rzadko bywało cokolwiek przecenione, bo właścicielka dbała o to by mieć wszystko świeże ale… Kiedy przychodziła Staruszka zawsze znalazło się coś co: „To trzeba już przecenić,  bo za godzinę tak zwiędnie, że nikt już tego nie będzie chciał kupić!”  Dzięki temu Staruszka codziennie gotowała sobie i kotu zupę lub inne…  cokolwiek.

Wracając chwilę siadała na ławce pod blokiem. Kiedy zbliżała się do ławki, wszyscy dresiarze bez jednego słowa wstawali i niczym przedszkolaki prawie idealnym chórem mówili „dzień dobry”. Rozstępowali się robiąc miejsce na ławce. Fajki chowali w rękawy lub rzucali za siebie. Większość z nich Staruszka kiedyś uczyła. Rysowali z nią pierwsze szlaczki i składali:
” Ala ma kota”.

Siedziała na ławce, wyciągała receptę z torebki i prosiła ich o zakupy w aptece, która była dość daleko. Pamiętała ich pełne imiona, nazwiska i adresy. Rok w którym opuszczali jej klasę i szli dalej. No może nie wszyscy…  Kiedy jej „mali” chłopcy przynieśli reklamówkę  z apteki i kilka monet reszty z największego w tym kraju banknotu, Staruszka wstawała i powoli wspinała się do swojej kawalerki. Jeden z nich bez słowa zanosił małe zakupy na trzecie piętro.

Gorzej było zimą. Stare ciało nie trzymało ciepła.

Staruszka nigdy nikogo nie prosiła o pomoc ,jednak od czasu do czasu, któryś z jej byłych wychowanków przypominał sobie.

– Ty, nasza Profesorka dawno nie była na zakupach, może trzeba jej do apteki skoczyć. – I całym stadem, wielkie chłopy, dudniąc po schodach wbiegali na trzecie piętro.

Staruszka mówiła, że nie, nie trzeba, jednak oni wręcz siłą zabierali śmiecie, wyrywali portfel szukając recepty, a jak jej nie było to wymuszali obietnice udania się do lekarza. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że tylko na obietnicach się kończy.

– Tak byłam w aptece, chciałam pospacerować. Taka piękna pogoda była wczoraj!

Leki refundowane stały się nie refundowane. Prąd, gaz, czynsz – wszystkie opłaty z roku na rok rosły, a przychód Staruszki nie…

Pani Krysia zamknęła warzywniak, bo po otwarciu kilku hiper marketów w mieście mały sklepik przestał być rentowny.

Staruszka coraz rzadziej schodziła z trzeciego piętra.

Pewnego dnia uciążliwy kaszel zmusił ją do udania się do lekarza. Spotkałyśmy się w poczekalni. Z radości upadły mi kule (byłam po wypadku) kiedy przytulałam drobne ciało. Opowiedziałam co u mnie, co u niej… wystarczyło popatrzeć.

– Wiesz dziecko, trochę mi tylko smutno. Nie, nie skarżę się! Smutno mi trochę. Człowiek pół wieku uczy nowych obywateli, stara się wszczepić im miłość do języka, literatury, rozwinąć im skrzydła i dostaje za to same braki. Brak możliwości by dostać się do lekarza specjalisty, brak godnej emerytury, brak ulubionej sklepikarki pod domem.

Eh…

Odwiedzając stare śmiecie patrzę na pustą ławkę i staję się kłębkiem sprzecznych uczuć. Żal, złość, tęsknota, zwątpienie, bezradność… I wdzięczność.

Dziękuję pani Profesor S. za najpiękniejsze, pierwsze spotkania z literkami…

 

10 KOMENTARZE

  1. Piękne i bardzo poruszające. Już dawno zauważyłam, że nasz naród pozbawiony jest szacunku dla starszych. To kwestia mentalności. Winniśmy starszym osobom szacunek i pomoc, opiekę najwyższej jakości a traktujemy jak niepotrzebny balast, tylko dlatego, że już nie pracują, nie produkują, nie wspomagają dzieci, gospodarki…

  2. Starsi ludzie nie mają łatwo w tym kraju. Ten kto nie ma dzieci, wspierającej rodziny zostaje skazany na powolne umieranie. Wiem, ile lekarstwa kosztują z renty czy emerytury czasem zostaje kilkadziesiąt złotych na życie.

  3. Wzruszające….tym bardziej, że moja Babcia też była polonistką i tak mi wróciło wszystko, bo niestety już Jej nie ma …..będę zaglądać, bo pięknie tutaj.

  4. No tak, Polska. Państwo oszczędza na obywatelach jak może nie myśląc o osobach starszych… Dobrze przynajmniej, że „dresiarze” okazywali jej szacunek i troszczyli się o nią. Wrócę tu na pewno, bo zachęciłaś mnie do powrotu 😉

  5. Smutne jest to, jak starsi ludzie zostają na starość sami. Mieszkamy z babcią i nie wyobrażam sobie, żeby miała mieć sama całe mieszkanie i wszystko wokół siebie robić. O utrzymaniu nie wspominając. Człowiek pracuje całe życie, a potem nawet na podstawowe leki nie ma…

  6. Avo, ładny, mocny tekst:)

    Upłynie jeszcze pewnie sporo wody w Wiśle nim coś się zmieni. Ale pierwsze swiatełko w tunelu jest:Dresiarze, wstający z ławki na widok pani profesor i ich troska w pytaniu, czy czegoś nie potrzeba pani profesor, skoro nie wychodziła na zewnątrz od kilku dni…. Acha.Prośba od zaprzyjaźnionej starszej Pani, która Cię podczytuje na blogu: Pytała czy będzie nietaktem poprosić Cię o …używanie WIĘKSZEJ czcionki na blogu „W domach z betonu”. Obiecałam, że przekażę Ci jej prośbę;))

    • Trzcionka zmieniona. Jeśli któraś notka przez przypadek została z małą – poproszę o zwrócenie uwagi w komentarzu. Pozdrawiam Szczególną Starszą Panią Lunki 😉 i Wszystkie Siwe Włosy, które mam przyjemność gościć w moich literkach… 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.